Nawet, kiedy się nie udaje...

Bywa i tak, że nie możemy już nic zrobić, że jedyne, co podpowiada nam serce, to ulżyć w cierpieniu... W ciągu ostatniego roku pożegnaliśmy kilka zwierząt, za każdym razem bardzo to przeżywamy, bo chociaż wiemy, że nie mogliśmy zrobić nic więcej, to jednak w głowie mamy też myśl, że nie tak to miało być...

Mała trafiła do nas za późno... Bardzo to przykre, bo może wcześniej moglibyśmy coś zrobić? Jej stan był bardzo poważny, nawet zaczynał się już poprawiać, ale niestety... guz na śledzionie, brak możliwości operacji, Mała odeszła cichutko, w nocy...

Świądek trafił do nas na granicy życia i śmierci. Ekstremalnie wychudzony, zmiany skórne, dramat w czystej postaci... Właściciel mówił, że pies się zgubił 3 tygodnie wcześniej i to dlatego. Nie wierzymy, to nie jest możliwe, żeby pies nawet nie pił, a oczy Świądka były aż zapadłe z odwodnienia. Choroba skóry też nie rozwinęłaby się aż tak w tak krótkim czasie. Odkarmiliśmy psa (dało się!), ale wiedzieliśmy, że ma nowotwór, a operacja nie była możliwa... Walczyliśmy my, walczył Świądek, ale wczoraj trzeba było wywiesić białą flagę...... Bardzo przykro, niezwykle smutno... Był taki dzielny, taki kochany...

Nikon bardzo długo nie dawał po sobie poznać, że coś mu dolega, aż pewnego dnia okazało się, że ma dużego guza na śledzionie. Operacja trwała 6 godzin, guz okazał się wrośnięty w jelita, konieczne było usunięcie ich fragmentu, bardzo ciężki zabieg. Później psiak dochodził do siebie, było nawet lepiej! ...aż zaczęło się robić tragicznie... Organizm Nikona nie mógł poradzić sobie z tak poważną operacją... Nikon miał przy sobie najlepsze na świecie osoby, pracowników i wolontariuszy, którzy wyciągnęli psa ze skorupki, którzy po zabiegu siedzieli przy nim dzień i noc, przecież szykował się już dla niego dom... Strasznie smutno...

Błeno dzielnie się trzymał mimo szeregu dolegliwości, ale i na niego przyszedł czas... Posypał nam się zupełnie, próbowaliśmy walczyć, ale nie udało się... Pożegnanie to było najlepsze, co mogliśmy dla niego zrobić...

Wiedzieliśmy, że Anax jest bardzo chory, diagnozy były straszne, pies schorowany, nie mieliśmy za dużego pola manewru, więc wspieraliśmy go na tyle, na ile mogliśmy, żeby był jak najdłużej szczęśliwy. Dzięki Niej był. Ewelina ma słabość do takich diabełków, Anax znalazł miejsce w Jej sercu, nie tylko on zresztą, dużo tam miejsca. Nie mogła go adoptować, ale poświęcała mu czas. Na zdjęciu widzicie ostatnie wyjście na wybieg. Anax się bawił, leżał na kocyku, cieszył się tym czasem... Kilka dni później żegnaliśmy się, stan psa był już bardzo zły...

Zawsze walczymy o zwierzaki, nie poddajemy się tak łatwo. Dziękujemy, że jesteście w tym z nami!

Opublikuj:

Używamy plików cookies (ciasteczek)Używamy plików cookies m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że zgadzasz się na umieszczenie ich w Twoim urządzeniu końcowym.

Dowiedz się więcej o ciasteczkach


Nie pokazuj więcej